wtorek, 25 kwietnia 2017

Naleśnikarnia "U Piotra"

W ostatnim okresie zostałem właścicielem naleśnikarni. Ale jak to? - spytacie. Ano wszystko za sprawą powrotu zimy, która tym razem być może nie zaskoczyła drogowców, ale za to zaskoczyła skutecznie całą resztę społeczeństwa... W Lany Poniedziałek można było rzucać się śnieżkami w znacznej części kraju, ale to mnie przypadło w zaszczycie posiadać ogród w pasie, gdzie spadło grubo ponad pół metra śniegu - i to bynajmniej nie w wydaniu białego puchu, raczej białego ulepa.
Śnieg padał w najlepsze cały dzień i calutką noc, uskuteczniając moje marzenie wejścia na rynek gastronomii. Po tym ataku zimy, większość roślin, o ile nie zostały połamane, przypomina właśnie naleśniki - ot, ciężko pod naporem takiej ilości białej ohydy, nie przyjąć pozycji horyzontalnej...

Moja kariera w gastronomii nie trwała jednak zbyt długo i na pewno nie będę musiał korzystać z pomocy pewnej blond kudłatej celebrytki. Naleśnikarnia "U Piotra"  zamknęła swoje podwoje wraz z roztopami - rośliny mocno pokiereszowane, ale zaskakują wolą życia i powoli dźwigają się i wystawiają kwiaty do nieśmiało przebijającego się słońca :)

Koniec końców wstąpił w ducha mega nowy optymizm, mimo wszelkich złamań, zgnieceń i przymrożeń - przecież jest wiosna, zimna bo zimna, ale jest! W ogrodzie mimo wszystko mnóstwo się dzieje i tego będę się trzymał :)




W okolicy spadło 50-60cm śniegu. W niedzielę wciąż zalegał w niektórych częściach ogrodu.



Najbardziej zaskoczyły mnie trójlisty, mimo ataku zimy wyglądają całkiem nieźle. Bardzo się o nie obawiałem, mokry śnieg mógł bardzo łatwo je połamać





Nie, zdjęcie nie jest obrócone, moje hiacynty są obecnie horyzontalne (a może płożące? czy ktoś słyszał o zadarniających hiacyntach?!). Szkoda mi zwłaszcza nowych odmian - na zdjęciu 'Odysseus'


Pierwsze kwitnienie ifejona w moim ogrodzie - jestem zachwycony! Aż dziw, że zawsze pomijałem tę roślinę przy zakupach ;)

Rozkwitają ostatnie kokorycze bulwiaste - muszę przyznać, że zeszłoroczne zakupy mogę uznać za bardzo udane.


Patrząc na szachownicę kostkowatą nietrudno odgadnąć, dlaczego ktoś tak właśnie nazwał tę roślinę. Drobnocebulowe szachownice udają się u mnie wyśmienicie, czego nie mogę powiedzieć o tych wielkocebulowych - po zimie nie wyszły wcale ostatnie cesarskie, które w zasadzie świetnie rosły u mnie przez długie lata.